Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komentarz Eleison. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komentarz Eleison. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lutego 2013

Komentarz eleison 290 : MODLITWA ŚWIĘTEJ TERESY




MODLITWA ŚWIĘTEJ TERESY

Bp Williamson



Komentarz eleison 290

Uderzające jest do jakiego stopnia  Bóg przestał się liczyć dzisiaj w życiu ogromnej większości dusz. To w Nim każdy z nas ‘’żyje, porusza się i istnieje’’(Dz. Ap., XVII, 28). Bez Niego nie możemy ruszyć palcem, pomyśleć, ani uczynić czegokolwiek nadprzyrodzenie dobrego. Jedynie co możemy zrobic sami bez Niego, to grzeszyć, lecz nawet grzeszny akt jako akcja pochodzi od Boga, tylko to, co w niej jest grzeszne pochodzi od nas, bo to, co sprawia, że jest grzeszne  jest negatywne i  zepsute.

A jednak większość dusz wokół nas traktuje Boga tak, jak gdyby nie istniał, a nawet jeśli istnieje, jak gdyby nie miał znaczenia.
To absolutnie niewiarygodny stan rzeczy. I z dnia na dzień jest coraz gorzej. Można to porównać jedynie do stanu ludzkości w czasach Noego. Zepsucie ludzi w tamtych czasach było takie (Rodz. VI, 11-12), że gdyby Bóg nie odebrał im możliwości używania ich najcenniejszego daru, wolnej woli – i spójrzcie jak większość ludzi reaguje, gdy próbuje się ich zmusić do czegoś! – wtedy jedyny sposób jaki Mu pozostawili, by ratować jeszcze znaczącą ich część, było zadanie im powszechnej kary pozostawiającej jednak czas na skruchę. To był Potop, wydarzenie historyczne dowiedzione przez całą masę geologicznych dowodów.
Również dzisiaj, jedynym sposobem, jaki ludzkość pozostawia Bogu, by ratował wiele dusz przed tragedią ich własnego wyboru wiecznego potepienia, jest powszechna kara. Jak za czasów Noego, miłosierdzie Boga daje prawie pewność, że ogromnej większości dusz dany będzie konieczny czas na ratowanie się, jeśli tego zapragną. A potem wielu z tej wielkiej masy uratowanych (niestety nie większość) zrozumie, że tylko kara powstrzymała ich od ześlizgiwania się, na skutek dzisiejszego zepsucia, do Piekła
W każdym razie, łatwo będzie  wszystkim przerazić się wybuchem sprawiedliwego gniewu majestatu Boga. Nawet z odległości wielu, wielu kilometrów Izraelici przerażeni byli demonstracją Jego mocy na szczycie Góry Synaj (Wyj. XX, 18).

W naszych czasach dobrze będzie przypomnieć sobie słynną modlitwę św. Teresy z Avila:
Niech nic cię nie niepokoi,
Niech nic cię nie trwoży,
Wszystko przemija,
Bóg się nie zmienia,
Cierpliwość
Osiągnie wszystko.
Kto się trzyma Boga
Temu niczego nie zabraknie.
Bóg sam wystarcza.
Najświętsze Serce Jezusa, w Tobie pokładam całą ufność, do jakiej jestem zdolny. Ale wspomóż mój brak ufności!

Kyrie eleison.

środa, 23 stycznia 2013

DWIE PODRÓŻE - Bp Williamson



DWIE PODRÓŻE  
Bp Williamson



 Komentarz Eleison nr 288

(tłumaczenie na j. polski z wersji francuskiej)


Moje dwie podróże jakie odbyłem od połowy grudnia, do Ameryki Północnej i Francji, pozwoliły mi  zauważyć panujące w Bractwie Św. Piusa X niebezpieczny brak  niezdecydowania. Tam gdzie Przełożony Dystryktu nie jest ślepy, to niebezpieczeństwo jest na razie co nieco  wstrzymane, tak, że opór pozostaje w stanie oczekiwania. Jednak tam gdzie  Przełożony Dystryktu jest zdecydowanym sługą głównej siedziby FSSPX, tam ruch w stronę Nowego Kościoła idzie naprzód, ale i opór  nabiera kształtów. O co idzie gra ?
Od pęknięcia chrześcijaństwa spowodowanego przez Protestantyzm, świat coraz bardziej oddala się od Boga. Dzięki Soborowi Trydenckiemu (1545-1563), Kościół katolicki trzymał się mocno, ale na skutek  Soboru Watykańskiego II (1962-1965) oficjalny Kościół katolicki przyłączył się do tego staczania się w dół. Wtedy, głównie (ale nie tylko!) dzięki Abp  Lefebvre’owi (1905-1991), resztki trydenckiego Kościoła zebrały się, aby pośrodku pustyni nowoczesności utworzyć  katolicką oazę, FSSPX. Lecz tam, gdzie potężny Kościół  powszechny nie był zdolny do  stawiania oporu, oczywiste było, że jest tylko kwestią czasu zanim  nie przyjdzie  kolej na kruche FSSPX  kuszone dołączeniem do staczania się.
Jednakże, tak, jak podczas Vaticanum II władze oficjalnego  Kościoła za swój obowiązek uznały twierdzenie, że Kościół nie zrywa z Kościołem trydenckim (tak, na przykład, to co obserwujemy w „hermeneutyce ciągłości” Benedykta XVI), tak samo oficjalne władze FSSPX uważają się  zobowiązane teraz twierdzić, że nie zrywają z Abp Lefebvre’m. Co sprawia, że tak samo, jak większość polityków ostatnich pięciu wieków, ci przywódcy FSSPX mówią na prawo idąc równocześnie na lewo, dlatego że tego pragnie  wielka liczba ludzi, to znaczy - pozorów chrześcijaństwa bez jego istoty (cf. II Tym. III, 1-5, zwłaszcza wiersz 5). Jak Kartezjusz, tacy przywódcy „posuwają się do przodu zamaskowani”, próbując zakamuflować  swój ruch na lewo pod osłoną słów na prawo, albo słów wyraźnie dwuznacznych.
To, co się stało ubiegłej wiosny w FSSPX, jak powiedział ksiądz Chazal, to to, że maska opadła, ponieważ  szefowie  FSSPX musieli skalkulować, że nadszedł dla nich czas, by  otwarcie promować powrót  do głównego nurtu Kościoła. Na nieszczęście dla tych przywódców pojawił się między marcem a czerwcem wystarczająco duży opór, by powstrzymać  Kapitułę Generalną FSSPX w lipcu przed jakąkolwiek próbą przyłączenia się do Nowego Kościoła. Lecz od Kapituły znowu nałożono maskę, bo   liberałowie się nie nawracają, chyba że z pomocą cudu łaski, ponieważ orientacja na lewo  jest ich prawdziwą religią. To dlatego przywódcy FSSPX na pewno czekają aż sprawy dojrzeją,  a  nowoczesny świat, ciało i diabeł kontynuować będą  swą pracę przeciągania kapłanów i świeckich FSSPX na lewo. Tak, najdalej za kilka lat  nie będzie już oporu takiego, jaki był ubiegłego lata, aby zapobiec przyłączeniu się FSSPX do Nowego Kościoła.
To pozostawia FSSPX w stanie zawieszenia. Jednakże, jak sensownie podkreślał  Abp Lefebvre, to przełożeni kształtują poddanych, a nie odwrotnie. Oto dlaczego, chyba że jakiś cud oddali obecnych przywódcy Bractwa, FSSPX  z góry jest skazane na rozpłynięcie się w Nowym Kościele. Taka  kara nie byłaby niezasłużona. Ale módlmy się do Matki Bożej o jakiś cud miłosierdzia jej Boskiego Syna.
Kyrie eleison. 

piątek, 18 stycznia 2013

Bp Williamson – Powrót lat pięćdziesiątych – Komentarz eleison – nr 287, 12 styczeń 2013



 Powrót lat pięćdziesiątych – Komentarz eleison – nr 287, 12 styczeń 2013
Bp Williamson 



POWRÓT LAT PIĘĆDZIESIĄTYCH

Palące pytanie : jak to jest możliwe, aby przywódcy Bractwa Św. Piusa X założonego przez Abp Lefebvre’a w celu stawiania oporu Nowemu Kościołowi,   ubiegali się obecnie o jego względy i dążyli do  połączenia z nim ? Jedną z odpowiedzi jest to, że nigdy w pełni nie zrozumieli Arcybiskupa. Po katastrofie Watykanu II w latach 1960-tych, widzieli w nim najlepszą kontynuację Kościoła lat 1950-tych, sprzed katastrofy.  W rzeczywistości Arcybiskup był czymś o wiele więcej, ale gdy tylko umarł, jedyne, czego pragnęli to powrót to wygodnego katolicyzmu lat 50-tych. I nie byli jedynymi, którzy woleli Chrystusa bez Jego krzyża. To bardzo istotna i popularna formuła.

Rzeczywiście, czy katolicyzm lat 50-tych  nie przypominał  człowieka stojącego nad krawędzią wysokiego i niebezpiecznego urwiska? Z jednej strony nadal stał bardzo wysoko, inaczej Watykan II nie byłby takim wielkim upadkiem. Z drugiej strony stał niebezpiecznie blisko krawędzi urwiska, bo inaczej jego upadek nie byłby  aż tak  gwałtowny jak to się stało w latach 60-tych. W żadnym wypadku, wszystko w Kościele lat 50-tych nie było złe, ale był on zbyt blisko katastrofy. Dlaczego?

Dlatego, że generalnie katolicy w latach 50-tych utrzymywali na  zewnątrz pozory prawdziwej religii, ale wewnętrznie zbyt wielu z nich flirtowało  z bezbożnymi błędami nowoczesnego świata : liberalizmem (to co się najbardziej liczy w życiu to wolność), subjektywizmem (sądząc, że ludzki umysł  i wola   muszą buć wolne od wszelkiej obiektywnej prawdy czy prawa), obojętnością (wszystko jedno, jaką religię wyznaje człowiek) i tak dalej. A zatem Katolicy mający Wiarę i nie chcący jej stracić stopniowo przyzwyczajali się do tych błędów. Chodzili  na Mszę w niedzielę, czasami spowiadali się, ale karmili swe umysły wstrętnymi środkami masowego przekazu, a ich serca z trudem znosiły niektóre prawa Kościoła, dotyczące małżeństwa świeckich, celibatu dla kleru. Mogli więc zachowywać wiarę, ale coraz mniej mieli ochotę płynąć pod ostry prąd czarującego i  niereligijnego   świata jaki ich otaczał. Coraz bardziej zbliżali się do brzegu urwiska.

Możliwe, że  Arcybiskup miał swoje słabości, których pewne odbicie można zauważyć  w obecnych trudnościach Bractwa. Nie stawiajmy go na piedestale.  Niemniej jednak, był on w latach 1950-tych  biskupem, który zachował  zewnętrzny wygląd katolicyzmu, a także  głęboko w nim zakorzenioną jego istotę, czego dowodzą wspaniałe owoce jego apostolskiej pracy  w Afryce. Gdy więc Soborowi  udało się oszukać, albo sparaliżować prawie wszystkich jego współbraci biskupów, zdołał prawie sam odtworzyć  seminarium i Zgromadzenie o charakterze przedsoborowym. Zjawisko  jego katolickiej oazy pośrodku soborowej pustyni zachwyciło wielu młodych ludzi. Powołania przyciągnęła również osobista charyzma Arcybiskupa. Lecz od dziesięciu do dwudziestu  lat po jego śmierci w 1991 istota jego spuścizny zdawała się coraz trudniejsza (dla szefów), aby opierać się coraz silniejszemu prądowi nowoczesnego świata.

Tak, że coraz mniej chętni do dźwigania  Krzyża pogardzanych przez główny nurt  Kościoła i świata, przywódcy Bractwa św. Piusa X zaczęli marzyć o ponownym oficjalnym uznaniu. I marzenie się utrwaliło, bo przecież  marzenia  są o wiele przyjemniejsze niż rzeczywistość. Musimy się modlić za tych przywódców FSSPX. Lata 50-te minęły i na pewno nie powrócą.
Kyrie eleison.

środa, 19 grudnia 2012

Żegnaj, Wimbledonie - p Williamson - Komentarz Eleison Numer CCLXXXIII (283) -15 grudnia 2012



 Żegnaj, Wimbledonie -  Komentarz Eleison Numer CCLXXXIII (283) -15 grudnia 2012

Bp Williamson

Tekst tłumaczony z pomocą wiernego z Polski.


Z Niepokalaną z przyjemnością gości nowego wiernego z Polski, który odtąd będzie nam pomagał przy tłumaczeniach tekstów.


 Żegnaj, Wimbledonie

 Wyprowadziłem się więc z Wimbledonu, co przynajmniej ma tę dodatnią stronę, że odpowiada mojemu rzekomemu „wyrzuceniu” z Bractwa Św. Piusa X. Lecz ten wyjazd nie jest pozbawiony smutku, bo spędziłem tu prawie cztery lata, zaraz po moim prawdziwym wyrzuceniu z Argentyny, a te lata, mimo wszystko były szczęśliwe. Być może główną przyczyną tego szczęścia  było towarzystwo księży przebywających w głównej siedzibe Bractwa w Anglii, Domu Św. Jerzego. Byli bardzo dobrymi towarzyszami. Niech Bóg błogosławi każdemu z nich.

 Muszę jednakże powiedzieć jedną rzecz. Ludzie pytają, dlaczego opuściłem Bractwo. Nie opuściłem Bractwa. To Bractwo opuściło mnie, porzucając zasady, dla których do niego wstąpiłem. Raz jeszcze, porównanie z Vaticanum II jest dokładne. Tak jak wielu katolickich księży, zakonników i świeckich zostało opuszczonych  przez ludzi Kościoła, którzy w latach 60-tych dwudziestego wieku wybrali Sobór, tak samo dzisiaj spora liczba wiernych księży i świeckich opuszczana jest w drugiej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku przez przywódców Bractwa, gdyż ci wybrali podążanie w kierunku pokoju ze swymi „nowymi przyjaciółmi w Rzymie” –  wypowiedź przypisana Pierwszemu Asystentowi Bractwa. Dla mających oczy by widzieć, ta  ślepota jest zdumiewająca. Dla tych, którzy ich nie mają, to najnaturalniejsza rzecz w świecie. Niech Bóg się nad nimi zmiłuje. Wydaje mi się, że ci przywódcy nigdy nie rozumieli prawdziwej walki  Abpa Lefebvre. Są dziećmi swoich czasów.

 Jedynym ważnym powodem „wyrzucenia” mnie, jaki mi podano,  było nieposłuszeństwo. Lecz jedynym istotnym nieposłuszeństwem z mojej strony, była powtarzająca się odmowa zamknięcia tych „Komentarzy Eleison”. Aczkolwiek, gdy przy dwóch okazjach poprosiłem Przełożonego Generalnego, by sprecyzował, które dokładnie numery Komentarzy stanowiły problem, ani raz nie  odpowiedział, bez wątpienia dlatego, iż musiałby przyznać, że rzeczywistym problemem była kwestia  treści, a mianowicie mój zdecydowany sprzeciw wobec jego samobójczej polityki przyłączenia do Neo-Rzymu. Zamiast tego udawał i wciąż udaje, że jest to czysto dyscyplinarna kwestia, odciągając w ten sposób uwagę od rzeczywistego problemu. A nie jestem pierwszym kapłanem i nie będę ostatnim, którego w ten sposób traktuje. Niech Bóg da mu światło. Ryzykuje wygonieniem wielu swych prawdziwych przyjaciół, by przypodobać się swym prawdziwym wrogom, dokładnie jak Papież Paweł VI uczynił z abp Lefebvrem.

Porównania nigdy się nie kończą. Neo-Kościół i Neo-Bractwo są tą samą chorobą naszych czasów.

 Co więc co teraz? Pożyczam mieszkanie przyjaciela w okolicach Londynu, w najlepszym przypadku na kilka tygodni, w najgorszym, na kilka miesięcy, aż znajdę odpowiednią posiadłość do wynajęcia na 6 lub 12 miesięcy, ponieważ ciągle nie wierzę w konieczność organizowania czegoś na stałe.

 Niestety kontaktowanie się ze mną nie bedzie łatwe, ponieważ sąsiedzi mojego przyjaciela wymagają dyskrecji w sprawie używania jego mieszkania.  Nie mniej, przesyłki pocztowe dosięgnią mnie pod adresem :
 P.O. Box 423, Deal CT14 4BF, Anglia (ale proszę,  nie przysyłajcie mi Bożonarodzeniowych kartek. Nie wysyłam żadnych). Od 13 grudnia do 3 stycznia planuję udać się z wizytą apostolską do Kanady i USA, Deo volente, a zaraz potem z wizytą do Francji na Święto Trzech Króli.

 Zmieni się także  sposób, w jaki moje mówione i pisane słowa będą publikowane. Format i sposób dostarczania Komentarzy Eleison może też ulec zmianie, ale mam nadzieję, że nie zmieni się ich pojawianie się w każdą sobotę grudnia i w Nowym Roku. Dziękuję Wam za wszystkie datki na Inicjatywę Świętego Marcelego. Jeśli to Was dotyczy, mogę Was zapewnić, że nie zaginęły.  Szczęśliwego Bożego Narodzenia.

 Kyrie eleison.